Gdyńska Penelopa – Zofia Romanowska

Wspominała: „Czasami budzę się w nocy i zadaję sobie pytanie, czy ja na pewno byłam zamężna, czy to był tylko sen. Pięć lat małżeństwa i 71 lat wdowieństwa! Wspomnienie tej czułości przywraca mi realne poczucie, że on był [Antoni Romanowski] i jest w moim życiu i będzie do końca. Jestem jak Penelopa, która czeka na swego Odysa…”

Zofia Romanowska, fot. Piotr Życieński

Zmarła 19 maja 2013 r., w wieku 107 lat. Do końca zachowała niezwykłą pogodę ducha i życzliwość, na przekór okropnej traumy, jaką była wojna i zagonienie męża, powojenne represje wobec rodzin funkcjonariuszy Polskiej Policji, w końcu wiadomość o zamordowaniu męża w Twerze w 1940 r., potwierdzona pół wieku później.
Wojna obronna Polski stała się dla niej osobiście dramatycznym wydarzeniem, po ewakuacji na Wschód rodzin policyjnych z Radomia, gdzie w Urzędzie Śledczym służył st. post. Antoni Romanowski. Wkrótce po zajęciu przez Sowietów Włodzimierza Wołyńskiego, gdzie znalazła się rodzina Romanowskich, funkcjonariusz został aresztowany przez NKWD. Kobieta, nie mając przy sobie żadnych bliskich osób, codziennie przez dwa miesiące zostawiła trzyletniego synka Andrzeja pod opieką obcych osób i szła pod mury więzienia z nadzieją, że jej mąż zostanie zwolniony lub NKWD pozwoli na przyjęciu dla niego paczki. Wreszcie dowiedziała się, że więźniowie zostali załadowani do bydlęcych wagonów i przewiezieni na Wschód. Wówczas zdecydowała się na powrót do Radomia. Po wielu latach wspominała jeszcze dramatyczne okoliczności: drogi pełne polskich uchodźców, leżące na drogach martwe zwierzęta, brak kwater i trudności ze znalezieniem jakiegokolwiek noclegu w coraz chłodniejsze dni i rosnącą z dnia na dzień nienawiść do Polaków, która sprawiała, że bezpieczniej było przemierzać nieznane okolice nocą.
W końcu dotarła do Zamościa i stamtąd niemieckim samochodem ciężarowym – do Radomia, gdzie zastała ograbione mieszkanie. By utrzymać siebie i syna, musiała wyprzedawać kolejne cenne przedmioty, w końcu także – pierścionek zaręczynowy. Gdy jej mieszkanie zostało zarekwirowane przez Niemców, zdecydowała się na wyjazd do Warszawy. Aby utrzymać synka handlowała wyrobami tytoniowymi. Nie zapominała o obowiązkach względem Ojczyzny – włączyła się w konspirację, kolportując materiały informacyjno-propagandowe Armii Krajowej.
Od szwagierki z Rygi miała informację, że Andrzej przebywał w obozie w Ostaszkowie. Słyszała, że był widziany w obozie w Workucie. Wysyłała zapytanie do MCK, ale nie uzyskała żadnej wiadomości. Nie łączyła doniesień o odkryciu masowych grobów w Katyniu z losem zaginionego męża, a mimo to odczuwała niepokój.
Po wojnie, już w Gdyni, w obawie utraty pracy i represji komunistycznych, musiała kłamać, że jej zaginiony mąż przed wojną służył w służbach sanitarnych. Nie mogła swobodnie szukać męża. Za tzw. wrogą propagandę (wspomnienie w liście do przebywającego na kolonii syna o wypadku na redzie portu gdańskiego), została na przełomie 1948/1949 roku zatrzymana i całą noc przesłuchiwana przez UB.
Mimo sądowego uznania Antoniego Romanowskiego za zmarłego, wciąż marzyła o powrocie męża, wierna małżeńskiej przysiędze aż do śmierci.

Dr Joanna Kurczab