„Życie, pozornie normalne, było jednym wielkim oczekiwaniem…”

Gdy ogłoszono mobilizację pod koniec sierpnia 1939 r. Ojcumiła Wołk, żona por. Wincentego Wołka była już w zaawansowanej ciąży. Porucznik, wykładowca Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii w Zambrowie martwił się o bezpieczeństwo żony, dlatego spodziewając się wybuchu wojny nakazał jej wyjazd do rodziców, którzy wśród zawieruchy wojennej mogli zapewnić jej niezbędną opiekę. Pociągiem dotarła do Przemyśla. Po wybuchu wojny, zarówno rozbite oddziały Wojska Polskiego jak i ludność cywilna tłumnie kierowały się ku granicy z Rumunią. 17 września 1939 r., kiedy Sowieci przekroczyli granice Polski, Ojcumiła znajdowała się w okolicach Kołomyi. Na wieść o wzięciu do niewoli korpusu oficerskiego 10 Pułku Artylerii Ciężkiej, w którym służył jej ojciec, zdecydowała się wraz z rodzicami i siostrą na przekroczenie granicy w Kutach na moście granicznym na Czereniszu.

W Rumunii, za pośrednictwem rodziny w Przemyślu, otrzymała od uwięzionego w obozie jenieckim w Kozielsku męża jedyną kartkę, datowaną na 6 marca 1940 r. Porucznik, oczekujący w lutym narodzin pierworodnej córki, pisał w niej m.in.: „Czekajcie, wrócę na chrzciny w wolnym kraju”. Młody ojciec wyrażał nadzieję na powrót do wolnej Polski i dalsze, szczęśliwe, normalne życie, przepełnione troską nad rodziną, którą nie mógł otoczyć opieką przebywając w obozie jenieckim.
Jak przyznaje urodzona już w Rumunii Witomiła: „ucieczka do Rumunii była naszym ocaleniem”. Gdyby Ojcumiła zdecydowała się pozostać na terenie okupacji radzieckiej, zapewne podzieliłaby los rodziny męża deportowanej z okolic Dzisny na Sybir.
W rumuńskiej miejscowości Targovistektóra, rodzina Ojcumiły po zarejestrowaniu się jako uchodźcy, została umieszczona w domkach letniskowych. Nieco później po liwkidacji obozów dla uchodźców zamieszali w wynajmowanym pokoju w Oknicy. Osobno w obozie internowania dla wyższych oficerów w Rargoviste został umieszczony jej ojciec. Rodzina żyła skromnie, ale bezpiecznie. Wraz z matką Ojcumiła produkowała buty, młodsza siostra studiowała w Bukareszcie.
Wspominając wojenne dzieciństwo, Witomiła przyznawała:
Żyliśmy na uchodźstwie, pośród innej narodowości, w czasie toczącej się wojny. […] Życie, pozornie normalne, było jednym wielkim oczekiwaniem na koniec wojny, oczekiwaniem na powroty mężów, ojców, braci i synów. Mimo gościnności Rumunów, czekano na wyjazd do Polski. Polacy podejmowali próbę powrotu do domów jeszcze podczas toczącej się wojny, ale uformowany transport zawrócono z granicy. […] Nadzieja na spotkanie, wyrażona przez ojca, kierowała naszymi losami, kazała nam czekać na jego powrót, kazała nam wracać do Polski, chociaż nie była to Polska wymarzona przez Kozielczan.
Ojcumiła Wołk podkreślała, że pozostała wierna złożonej w czerwcu 1938 r. przysiędze małżeńskiej aż do śmierci. Zmarła w 2014 r., w wieku 97 lat. Do końca życia walczyła o prawdę o Zbrodni Katyńskiej w sporze z Federacją Rosyjską przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka i sprowadzenie do Polski szczątków ofiar zbrodni katyńskiej, w tym swojego męża. Do końca wierzyła w sprawiedliwość, na którą czekała bezskutecznie od 1943 r., gdy dowiedziała się o odkryciu w katyńskim lesie szczątków swego męża.

Dr Joanna Kurczab

fot. Kadr z filmu Muzeum Historii Polski pt. Katyń. The true story of a lie. https://www.youtube.com/watch?v=8mo0Q6FqT5c