Odkrycie dołów śmierci w 1942 r. – Pamiętam

W 1942 roku poznaniak Teofil Dolata jest robotnikiem w kuźni pociągu remontowo – kolejowego „Bauzug 2005”. Ruszyli w ślad za niemiecką ofensywą rok wcześniej, a od stycznia 1942 stoją na bocznicy w Gniezdowie pod Smoleńskiem. Któregoś dnia przechodząca obok robotników kobieta zagaduje po polsku i tak Dolata dowiaduje się o pochowaniu w lesie zamordowanych polskich oficerów. Ściąga do pomocy dwóch kolegów Jana Wachowiaka i Zygfryda Musielaka, bez skutku kopią w różnych częściach lasu. Zapytany o groby mieszkaniec jednej z chałup prowadzi we właściwe miejsce. Znowu idą w ruch łopaty.

Załoga pociągu remontowego nr 2005; to oni jako pierwsi już w 1942 roku odnaleźli miejsce śmierci polskich oficerów w Katyniu.

„Wykopaliśmy zwłoki majora i kapitana -wspomina Teofil Dolata.* – Widok makabryczny. Twarze nie do rozpoznania, z jednej głowy właściwie nic nie zostało tylko bezkształtna masa, takie jakby przedłużenie szyi. Ręce ofiar związane na plecach..

Milczymy. nie wiadomo, co powiedzieć, bo żadne słowo nie odda naszych myśli i tego, co czuje człowiek, gdy widzi s w o i c h tak bestialsko pomordowanych. Przeklinać oprawców? Ale które wybrać obelgi, aby oddały nasza wściekłość i nienawiść… Nie potrafię powiedzieć, dlaczego żaden z nas nie zapłakał.

Do dzisiaj pamiętam ciszę, w której zakopywaliśmy ciała z powrotem i układaliśmy darń na wierzchu mogiły[…] Wracamy do Bauzugu. Koledzy do nas z pytaniami, po twarzach wyczuli, żeśmy wykryli jakąś tajemnicę. Na drugi dzień, w niedziele, zwerbowaliśmy kilku kolegów i znowu ruszamy do lasu. Nie odkopywaliśmy już mogił, bo i po co, ale postawiliśmy krzyż brzozowy. Inne były od tego dnia dyskusje w pociągu, a ci najbardziej uparci za tydzień poszli, żeby na mogile drugi krzyż postawić

I tak w kwietniu 1942 stanęły w katyńskim lesie dwa krzyże…”

Teofil .R. *

Składając relację w l989 roku Teofil Dolata nie jest jeszcze zdecydowany na ujawnienie swojego aktualnego nazwiska: Rubasiński.

– Nazwisko zmieniłem po ucieczce ze zbombardowanego pociągu – mówi na pożegnanie i prosi, aby w książce podpisać go jako Teofila R.

————-

* Fragment relacji z książki Stanisława M. Jankowskiego i Edwarda Miszczaka „Powrót do Katynia”, Rzeszów 1990.

Relacja, która nagraliśmy w poznańskim mieszkaniu pana Teofila jest tak ważna – a równocześnie bulwersująca – że postanawiamy ją sprawdzić, aby nie popełnić błędu przed włączeniem do książki. .Po dłuższych poszukiwaniach udaje się ustalić adres Zygfryda Musielaka, który – jak zapamięta Rubasiński – towarzyszył mu w czasie ujawniania tajemnicy lasu katyńskiego. Pan Zygfryd niestety nie żyje, ale na pytania decyduje się odpowiedzieć jego zięć – Jan Bronicki.

„Po raz pierwszy teść już w 1945 roku opowiadał mi o swoim pobycie w pociągu 2005 – wspomina w bardzo obszernym liście. – Dopiero z początkiem lat 60. ujawnił, że w 1942 roku dwukrotnie chodził z kolegami do lasu katyńskiego, aby odkopywać zwłoki polskich oficerów. Byli z nim: Józef Boruszak, Marcin Karmoliński, Stanisław Paczkowski, Teofil Dolata, obecnie Rubasiński, Tadeusz Oksiak, Franciszek Grodzki oraz Maciaszek czy Maciaszczyk. Jeszcze ktoś z nimi był, ale nazwiska zapomniałem. Po zakryciu zwłok postawili na mogile drewniany krzyż. Postawione krzyż miał wskazywać miejsce mordu na polskich oficerach.

Od teścia słyszałem też, że o zamordowanych oficerach robotnicy z Bauzugu dowiedzieli się od starszego Rosjanina (bardzo wystraszonego), zamieszkałego przy stacji Gniezdowo, którego domek usytuowany był przy drodze prowadzącej ze Smoleńska do Mińska […].

15 sierpnia 1943 Bauzug nr 2005 został zbombardowany, wielu polskich robotników zostało zabitych….”

Jan Bronicki