Komisja Maddena – Pamiętam

Pułkownik John H. Van Vliet to jeden z pierwszych świadków, zeznających przed Komisją Izby Reprezentantów, zajmującą się sprawą zbrodni katyńskiej. Zeznając 4 lutego 1952 w Waszyngtonie przypomina, że w l943 roku był jeńcem oflagu 9AZ pod niemieckim Rotenburgiem i stamtąd wysłano go do Lasu Katyńskiego. O tym, co widział i jakie jest jego zdanie na temat sprawców zbrodni napisał w raporcie, przedłożonym zwierzchnikom natychmiast po zakończeniu działań wojennych, w dniu 22 maja 1945 roku.

„ Ten najtajniejszy raport, który doręczyłem generałowi Bisselowi w Pentagonie w 1945 roku – zaginął” powie Januszowi K. Zawodnemu 5 grudnia 1988 roku. Ale mimo zgubienia raportu pułkownik John H. Van Vliet – nawet po 45 latach – będzie pamiętał swój kilkugodzinny pobyt w Lesie Katyńskim:

[…] W jednym grobie woda stała, wypełniając dolną część wykopu. Większość z tych, które widzieliśmy, nie były bardzo wilgotne. Widocznie płyny rozkładających się ciał spływały siłą ciężkości z jednej warstwy na drugą. Nie pamiętam, czy były one układane w siedmiu czy dwunastu warstwach, ale widocznie suma ciężarów ciała była wystarczająca, by ciała leżące na spodzie były stłamszone a mundury poprzyklejane do siebie.

Pułkownik John H. Van Vliet (pierwszy z prawej) ogląda przedmioty znalezione

w lesie katyńskim przy zwłokach polskich oficerów.

Trzeba było dłuższego czasu na zdjęcie mundurów z ciał leżących niżej. Używano łopat aby je podźwignąć i oddzielić jedne od drugich. Było tam jedno ciało z obnażoną piersią, na której widać było ranę pełną płynnej ropy, na widok której, w połączeniu z okropnym odorem, o mało nie zwróciłem minimalnej ilości wcześniej spożytego pokarmu. Te straszne wyziewy przesiąkły nasze ubrania do tego stopnia, że trudno nam było połykać strawę przy następnych posiłkach w niemieckiej jadłodajni […]

John H. Van Vliet

=========

Cyt. za Janusz K. Zawodny „Katyń”, Wyd. Paryż 1989

„Komisja Katyńska Izby Reprezentantów rozpoczęła działalność znacznie szybciej i sprawniej aniżeli się tego spodziewano – tym zdaniem 17 października l951 roku swoją depeszę z Waszyngtonu rozpoczyna korespondent londyńskiego „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza”.

Natychmiast po zorganizowaniu się i przydzieleniu jej lokalu na biura Komisja przesłuchała pierwszego świadka, ppłk. Donalda B. Stewarta, oficera służby stałej armii amerykańskiej, jednego z trzech oficerów alianckich, których Niemcy posłali do Katynia wkrótce po otwarciu grobów, w 1943 roku.

Zeznania ppłk. Stewarta trwały grubo ponad dwie godziny i odznaczały się niezmiernie precyzyjnym i ostrożnym formułowaniem wrażeń, jakie odniósł on oraz wniosków, do jakich doszedł, zostały nie tylko w całości zastenografowane, ale również nagrane na taśmę radiową, tak, że mogą być w każdej chwili reprodukowane. Zważywszy, co się stało z „zaginionym „ raportem towarzysza podróży ppłk. Stewarta do Katynia – ppłk. Van Vlieta, przygotowania techniczne, zmierzające do utrwalenie zeznań złożonych przed Komisja wydają się być całkowicie zrozumiałe…”

Korespondent „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” nie wraca już do niefortunnego i wykpionego przesłuchania zakapturzonego „Johna Doe”. Komisja jest coraz lepiej przygotowana do zadawania pytań i ma za soba pierwsze sukcesy. Ustaliła np. że w wywiadzie armii amerykańskiej istniała grupa pro-sowieckich pracowników cywilnych i wojskowych, znajdujących wytłumaczenie dla prawie wszystkiego, co robił Związek Radziecki, wie o niewykorzystaniu dostępnych informacji o masakrze katyńskiej i cenzurowaniu audycji „Głosu Ameryki”.I nie dała się nabrać na zeznania, że konsekwencją dostępności w roku l943 informacji o zbrodni w Katyniu byłoby osłabienie zaangażowania Amerykanów polskiego pochodzenia w walkę po stronie aliantów…

Po przesłuchaniu 15 świadków w Waszyngtonie i Chicago Komisja pojawia się w Wielkiej Brytanii, gdzie – co ustalono wcześniej – czeka na przesłuchanie bardzo duża grupa Polaków.

„Komisja kongresu – informuje „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” 17 kwietnia 1952 roku – pracuje w Londynie w prawie pełnym składzie, z wyjątkiem tylko dwóch członków, którzy nie mogli przybyć z Ameryki. Przesłuchiwanie świadków odbywa się w jednym z hoteli londyńskich lecz przy drzwiach zamkniętych, gdyż pomimo usilnych zabiegów komisja nie zdołała uzyskać zgody, aby przesłuchiwano tak, jak w Stanach zjednoczonych i tak jak w przyszłym tygodniu we Frankfurcie odbyły się publicznie, z udziałem prasy […]

Od świadków, którzy zeznawali w pierwszym dniu przesłuchań londyńskich sprawozdawca „Dziennika” uzyskał obraz prac. Komisja obraduje w niewielkim pokoju. Naprzeciw stołu, przy którym zasiada pięciu członków Kongresu: Machrowicz, Madden, Flood, Dondero i O’Konski, stoi stolik świadka, przy którym siedzi prowadzący dochodzenie i działający w roli tłumacza p. Pucinski.

Sprowadzeni z USA stenografowie protokołują zeznania, po czym wieczorem świadkowie podpisują w konsulacie amerykańskim te protokoły.

Świadkowie na wstępie składają przysięgę, a gdy kończą swoje zeznanie przewodniczący Madden zadaje im pytanie, czy obiecywano im jakiekolwiek wynagrodzenie za składanie zeznań. Uprzednio jeszcze przewodniczący pyta świadka, czy na podstawie wszystkich swoich doświadczeń może sformułować opinię co do tego, kto jest sprawcą zbrodni. Nietrudno się domyślić, jaka odpowiedź pada na to pytanie. w trakcie zeznań członkowie komisji zadają bardzo liczne pytania.

Członkowie komisji bardzo skrupulatnie przestrzegają zasady niepodawania nazwisk ani nawet danych osobistych, które by mogły dopomóc komunistom w zidentyfikowaniu świadków, o ile ci ze względów rodzinnych pragną pozostać anonimowi..”

Przeczytaj:

Goetel  Ferdynand, Czasy wojny , Gdańsk 1990.

Jażborowska Inessa, Jabłokow Anatolij, Zoria Jurij, Katyń. Zbrodnia chroniona tajemnicą państwową, Warszawa 1998.

Krzyżanowski Jerzy, Katyń w literaturze. Międzynarodowa antologia poezji, dramatu i prozy, Lublin 1995.

Łojek Bożena, Mikke Stanisław, Sawicki Zdzisław, Trznadel Jacek, Muzeum Katyńskie w Warszawie,Warszawa 2001.

Pieńkowski Tadeusz, Droga polskich żołnierzy do Katynia, Miednoje  Piaichatek i…, Warszawa 2000.

Zawodny Janusz K., Katyń, Paryż 1989.

Po czterech dniach przesłuchań w Londynie Komisja ma nagrane i spisane zeznania 32 świadków. Oprócz Ferdynanda Goetla wysłuchano oficerów Armii Krajowej, wśród nich komendanta Głównego AK gen. Tadeusza Komorowskiego – „Bora” i zanotowano zeznania por. Lewszeckiego, który spotkawszy w obozie jenieckim syna Stalina – Jakuba Dżugaszwili dowiedział się od niego, że jeńców „trzeba było zabić jako polskich inteligentów, ale stało się to humanitarnie, bez tortur..” Ze stolicy Wielkiej Brytanii Komisja wyjeżdża z ważnym dowodem rzeczowym: kawałkiem sznura, którym w Katyniu oprawcy wiązali ręce prowadzonym na śmierć ofiarom. Miał ten sznur w Wielkiej Brytanii por. R., w czasie wojny wyciągnięty z oflagu i zawieziony do lasu katyńskiego w grupie alianckich oficerów..

Wśród dokumentów nie ma zeznania Winstona Churchilla, który konsekwentnie odmawia zabrania głosu na temat zbrodni katyńskiej. Na wywiad lub jakieś oświadczenie próbowano b. brytyjskiego premiera namówić już w lutym 1952 roku. Dostał list od znanego amerykańskiego dziennikarza J. Epsteina, b. sekretarza komitetu dla zbadania mordu katyńskiego. Churchillowi nie chciało się nawet odpowiedzieć.

„Polecono nam – odpisał Epsteinowi sekretarz ambasady brytyjskiej w Waszyngtonie – potwierdzić odbiór Pańskiego listu z dnia 22 stycznia do premiera w sprawie mordu katyńskiego. P. Churchill nie pragnie złożyć oświadczenia na ten temat, ale polecił nam podziękować Panu za Pański list.”

Aby podkreślić, że Churchill mógłby być ważnym świadkiem Epstein przytacza fragment tajnego memorandum, w którym jako premier brytyjskiego rządu pisał do ministra spraw zagranicznych, Anthonyego Edena:

„Sądzę, że sir Owen O’Maley (wówczas ambasador przy Rządzie RP w Londynie ) powinien otrzymać b. poufne zlecenie wyrażenia opinii o śledztwie w sprawie Katynia. W jaki sposób argument w sprawie rośnięcia brzóz na grobach zgadza się z tą nowa opowieścią? Czy ktoś widział te brzozy?”

Epstein wyjaśnia, że w Katyniu na grobach ofiar posadzono nie brzozy, ale sosny i ich wiek starali się ustalić eksperci z międzynarodowej komisji lekarskiej.

13 marca 1952 roku przed Komisją Katyńską, tego dnia przesłuchująca świadków w Chicago staje doktor Edward Lucas Miloslavić, który w latach wojny był profesorem medycyny sądowej i kryminalistyki na Uniwersytecie w Zagrzebiu (Chorwacja). W kwietniu 1943 roku zgodził się uczestniczyć w badaniach, prowadzonych przez Międzynarodową Komisję Lekarską w Katyniu. Jego podpis – obok nazwisk 11 pozostałych ekspertów – znaleźć można na ostatniej stronie protokołu, podpisanego po zakończeniu pracy i ustaleniu wspólnego stanowiska, co daty śmierci ekshumowanych polskich jeńców wojennych. Profesor Miloslavić jest pierwszym z ekspertów, którzy odpowiadają na pytania amerykańskiej Komisji Katyńskiej.

Ostatnia strona protokołu, podpisanego przez wszystkich profesorów

z Międzynarodowej Komisji Lekarskiej, którzy byli w Katyniu w kwietniu 1943 roku.

 

„Ciała leżały jedno na drugim, twarzami w dół – mówi profesor Miloslavić. – Były blisko siebie, niczym nie oddzielone. Wszystkie zwłoki były w mundurach polskich oficerów – była to odzież zimowa: bielizna i mundury, niektóre także w płaszczach. Głowy pochylone były ku dołowi. Jedno ciało [ ułożone] tak, następne tak, i kolejne tak [ pokazując ]. To była szerokość grobu. Potem 12 warstw w dół, a potem [ trzeba ] to przemnożyć przez długość. Nie pamiętam, ile ciał mieściło się na długość. W każdym razie, podczas badań i pomiarów nikt mną nie kierował, ani mi nie doradzał, sam wiedziałem, co robić

Naliczyłem mniej więcej 2870, w przybliżeniu, trochę mniej niż 3000 oficerów. Byli zlepieni razem przez gnijące płyny ustrojowe, rozkładające się płyny, które zaczęły przenikać i przesączać każde martwe, leżące tam ciało. To była zbita masa; widać w niej było tylko czaszki, które można było rozpoznać, i to, że byli to ludzie […]

Zwłoki polskich jeńców w “dołach śmierci”. Fotografia z kwietnia 1943 roku.

 

Potem wchodziłem do grobów i sprawdzałem, które z ciał dostarcza nam najlepszych informacji, jakich mogą udzielić zwłoki. Z pomocą dwóch rosyjskich chłopów wybierałem ciało, które oni, powoli i ostrożnie – co zabierało im blisko godzinę – oddzielali i wydobywali z grobu. Badałem je bardzo dokładnie, chcąc dowiedzieć się paru najważniejszych rzeczy. Po pierwsze, co było przyczyną zgonu. Po drugie, jak długo była dana osoba pogrzebana. Po trzecie, kto to był ?”

Badając ciało, odkryłem ranę postrzałową na linii, dzielącej kark i głowę. Większość ciał miała tylko jeden postrzał, wchodzący tędy [ wskazując palcem , a wychodzący tędy, u nasady nosa, co oznacza, że głowa była pochylona. Strzelano z taką precyzją, że niszczono całkowicie rdzeń kręgowy […]*

 

Edward Lucas Miloslavić
———–

Cyt.za „Katyń w dokumentach kongresu USA” Pelplin-Warszawa – Londyn 2003.

Dr Ferenc Orsos, w 1943 roku profesor medycyny sądowej, dziekan wydziału Medycyny Sądowej na Uniwersytecie w Budapeszcie i dyrektor Instytutu Medycyny Sądowej w Budapeszcie jest kolejnym ekspertem, którego nazwisko znalazło się w protokole Międzynarodowej Komisji Lekarskiej. Do udziału w badaniach w Katyniu został poproszony przez węgierskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych

25 kwietnia l952 roku Komisja Katyńska przesłuchuje go we Frankfurcie nad Menem.

Dr Orsos:

„Wszystko, co widzieliśmy w Katyniu, znalazło się w naszym protokole po bardzo dokładnej i wnikliwej dyskusji miedzy nami. Ostrzeżono nas, że jeżeli opowiadać będziemy o rzeczach, które widzieliśmy, podważymy naukowe znaczenie naszego protokołu i możemy stać się elementem propagandy.

Pan Flood : Doktorze, czy widział Pan zwłoki w grobach ?

Dr Orsos: Tak, widziałem. Oczywiście, że widziałem.

Flood: Czy dokonywał Pan oględzin z autopsji jakichś zwłok ?

Orsos : Tak, dokonywałem.

Flood: Czy doszedł Pan do jakichś wniosków o przyczynie śmierci ?

Orsos: Tak, doszedłem przyczyny i to może Pan znaleźć w protokole.

Flood: Czy przyczyną śmierci którychś zwłok, lub jakichkolwiek zwłok z tej grupy, którą Pan przebadał, była rana postrzałowa głowy ?

Orsos: Zostało to szczegółowo stwierdzono w protokole.

Flood: Czy miał pan okazję zaobserwować, czy rany postrzałowe – jeśli były przyczyną śmierci, jak stwierdzono to w protokole – [ powstały po strzałach ] oddanych z bezpośredniej odległości od czaszki ?

Orsos: Protokół właśnie stwierdza odległość w calach względnie w centymetrach.

Flood: Czy zwrócił pan uwagę, Doktorze, że odnalezione w grobach ciała ubrane były w mundury polskich oficerów?

Orsos: To także jest wyjaśnione szczegółowo w protokole.

Flood: A czy pan, doktorze, rozmawiał z jakimiś Rosjanami zamieszkałymi w tym rejonie, jak widać to na zdjęciach i jak wskazano w protokole ?

Orsos: Tak, rozmawiałem.

Flood: I czy widział Pan, Doktorze, na niektórych zwłokach, że ręce były związane z tyłu w jakiś sposób ?

Orsos: To także zaznaczono w protokole.

Flood: Czy widział pan, Doktorze, że niektóre zwłoki miały na sobie płaszcze czy peleryny, lub coś, co można by opisać jako odzież zimową ?

Profesor Ferenc Orsos (w kapeluszu) w czasie ekshumacji w 1943 roku w Katyniu.

 

Orsos: Dokładnie badaliśmy te sprawy w szczegółach i znalazły się one w protokole.

Flood: Czy widział pan, Doktorze, przy niektórych zwłokach wyjmowanych z grobów, w ich okolicy, dokumenty i rzeczy osobiste zmarłych oficerów ?

Orsos: Tak.

Flood: Czy pan, doktorze, w obecności towarzyszących panu naukowców, opisał im, używając jako przykładu otwartą przez pana czaszkę, pewna teorię o zwapnieniu masy mózgowej ?

Orsos: To nie były teorie, to były rezultaty doświadczeń z ponad 5o. letniego okresu[…] Chciałbym jednak coś dodać. Dyskutowaliśmy wszystkie te sprawy przez całe popołudnie w szczegółach po zakończeniu oględzin zwłok. Spisałem każdą uwagę czyniona przez członków komisji. Później podyktowałem część medyczną do protokołu. Skończyliśmy o 3 nad ranem. Potem poszliśmy do jadalni. niektórzy koledzy poszli spać.[…]

Flood: Doktorze, czy czytał pan protokół i czy pan go podpisał ?

Orsos: Tak, czytałem i podpisałem.

Flood: Czy podpisałby go pan dzisiaj i o tej treści ?

Orsos: Tak, podpisałbym.

 

Tłumaczenie:

Andrzej Kostrzewski

 

==========

Fragmenty protokołu za pracą Louisa Fitzgibbona „Unpitied and Unknown. Katyn….Bologoye…, Dergachi”’. Londyn 1975. W tłumaczeniu zrezygnowano z powtarzania słów „Pan” i „Dr” przed nazwiskami świadka i przesłuchującego.

6 dzień lutego l952 roku to kolejne godziny śledztwa, prowadzonego przez „Specjalną Komisję powołaną do przeprowadzenia śledztwa i zbadania faktów, dowodów i okoliczności masakry w Lesie Katyńskim”. Nawet dzisiaj, 57 lat po tym posiedzeniu, nie znamy odpowiedzi na pytanie, kto wówczas w Waszyngtonie wymyślił tego zamaskowanego świadka w kapturze, na którego natychmiast skierowały się obiektywy aparatów fotograficznych i kamer filmowych. Przedstawiony jako „Mister Doe” Polak przez kilka godzin odpowiadał na pytania: Raya J. Maddena, Thaddeusa M. Machrowicza, Fostera Furcolo, Georga A. Dondero, Daniela J. Flooda oraz współpracujących z nimi – a znających język polski – doradców: Romana C. Pucińskiego i Johna J. Mitchella.

„Mister Doe” przedstawił się Komisji jako żołnierz Armii Polskiej, wzięty do niewoli przez wojska sowieckie w dniu 17 września l939 roku i następnie razem z 35.000 – 40.000 jeńców osadzono go w Pawliszczew Borze. Twierdził, że z tego obozu, razem z dwoma kolegami, udało mu się wydostać ok. 20 października 1940 roku. Wśród uciekających był katolicki ksiądz, wcześniej powiadomiony przez jednego z oficerów NKWD, że wzięci od niewoli polscy jeńcy „ nie będą już długo chodzili po ziemi..”. To enkawudzista – zdaniem świadka „Doe”zasugerował księdzu ucieczkę. Pewnego dnia uciekinierzy trafili do lasu w „miejscu nazwanym KATYŃ” i tam wdrapali się tam na drzewo, po informacji od przypadkowo spotkanego pastucha, że „gdzieś tutaj mordują polskich oficerów…”

“Szpilki” wykpiły Komisję amerykańskiego Kongresu. Szymon Kobyliński dorysował świadkowi hitlerowski “krzyż”,

ale przecieżnie Niemcom, tylko Związkowi Radzieckiemu zależało, aby skompromitować

zakapturzonego “Johna Doe”.

Z nie publikowanego nigdy dotąd w języku polskim stenogramu przesłuchania pierwszego z zakapturzonych świadków – bo było ich później jeszcze trzech – warto wybrać kilka fragmentów:

Machrowicz: Panie Mitchell, czy mógłby Pan spytać świadka, jakiego typu to był las?

Doe (przez tłumacza) To był las mieszany. Były tam drzewa iglaste, brzozy, dęby i różne inne, było tam też trochę młodych drzewek.

Dondero: Pozwólmy świadkowi wypowiedzieć się, jakie były jego dalsze działania.

Doe: Ja nie miałem zegarka, za to miał go ksiądz. Około godziny 10 w nocy ścieżka została znacznie oświetlona.

Mitchell: Gdzie panowie wtedy byli?

Doe: Byliśmy na drzewie.

Mitchell: Jak panowie Doe: Zobaczyliśmy otwarty dół, przyszło nam do głowy, że to może być grób, a miejsce, w którym jesteśmy, jest tym którego szukamy. Postanowiliśmy więc wspiąć się na drzewo i poczekać.

znaleźli się na drzewie?

Dondero: Jak duży był ten rów?

Doe: Nie jestem w stanie dokładnie oszacować. Mógł być mniej więcej tak duży jak to pomieszczenie.

Machrowicz: Czy po bokach tego rowu znajdowały się kopce wybranej ziemi ?

Doe: Tak, widzieliśmy ziemię dookoła rowu.

Machrowicz: Czy świadek pamięta, jak daleko panowie znajdowali się od tamtego miejsca?

Doe: Około 120 metrów.

Machrowicz: Dlaczego panowie nie podeszli nieco bliżej?

Doe: Nie mogliśmy. Baliśmy się, że możemy zostać zobaczeni, bo tam była polana. Dół znajdował się na tej polanie i baliśmy, że będziemy wykryci.

Przewodniczący Madden: Jaki to był rodzaj drzewa?

Doe: Było ciemno, więc nie potrafię powiedzieć dokładnie. Drzewo było grube i miało potężną korę, w pęknięcia której można było włożyć rękę.

Mitchell: Czy wszyscy panowie znajdowali się na jednym drzewie?

Doe: Tak, wszyscy byliśmy na jednym drzewie. Jeden siedział na gałęzi trochę poniżej nas.

Dondero: Niech świadek powie, kto był trzecią osobą ? Wiemy już, że był z nim ksiądz, ale kto był tym trzecim?

Machrowicz: Panie Przewodniczący, uważam, że nie powinniśmy ujawniać żadnych nazwisk. To może być niebezpieczne dla tych ludzi.

Mitchell: Niech świadek powie ogólnie, co widział tamtej nocy.

Doe: Zobaczyliśmy światła reflektorów na tej ścieżce i ludzi, oświetlonych od szyi w dół. Po 10 minutach zobaczyliśmy, że w naszym kierunku prowadzeni są dwaj polscy oficerowie. Byli przywiązani do siebie za ręce.

Mitchell: Ilu było rosyjskich oficerów?

Doe: Było ich czterech, ale nie byli oficerami, tylko rosyjskimi żołnierzami. Kiedy zbliżyli się do rowu, jedna dwójka chwyciła pierwszego, a druga – drugiego z oficerów i wykręcili im ręce na plecy.

Mitchell: Czy świadek mógłby zademonstrować przebieg wydarzeń?

[ Doe zademonstrował]

Pucinski: Według świadka kiedy dwóch z nich chwyciło więźnia za ręce i przytrzymało je z tyłu, wtedy jeden z rosyjskich żołnierzy podniósł jeńcowi podbródek, otworzył mu usta i wepchnął garść trocin do ust.

Mitchell: Czym skrępowano jeńców ?

Doe: Drutem.

Mitchell: Skąd świadek wie, że użyto drutu?

Doe: Ponieważ wiem, że inaczej wygląda wiązanie sznurem, a inaczej drutem.

Mitchell: Niech świadek zademonstruje komitetowi, jak to wyglądało, żeby wiadomo był, na czym oparł twierdzenie, że to był drut.

Doe: Jeżeli używa się sznura, wiąże się ręce inaczej, niż gdy używa się drutu. Za pomocą sznura trzeba na końcu okręcić ręce dwa razy, zaś drutem, tak jak widziałem, okręca się w ten sposób [pokazuje].

Mitchell: Czy świadek mógłby pokazać, w jaki sposób więźniowie byli rozstrzeliwani?

Przewodniczący Madden: Czy świadek widział jak strzelano do więźniów?

Doe: Tak, widziałem.

Flood: Wstrzymajmy się na chwilę. Panie Mitchell, mieliśmy dwóch polskich oficerów i czterech żołnierzy. W tym momencie pan przerwał i poprosił o demonstrację. Co się stało z tymi dwoma oficerami i co się zdarzyło potem?

Doe: Jeden został zastrzelony, zaś drugiego, który nie stawiał oporu, wepchnięto do grobu.[…]

Mitchell: Czy świadek mógłby podzielić się z komisją [ informacją], skąd pan czerpał przekonanie, że tamci ludzie byli Rosjanami?

Doe: Ponieważ umiem rozpoznać rosyjskiego żołnierza. Rosyjskiego żołnierza rozpoznaje się bardzo łatwo. A przez kilka wcześniejszych dni miałem okazję doskonale ich poznać.

Machrowicz: Ma pan na myśli kilka dni przed opisywanym incydentem?

Doe: Od momentu, kiedy zostałem schwytany i przez całą drogę do obozu.

Machrowicz W obozie, w którym świadek był więziony także widział sporo Rosjan?

Doe: Tak.

Flood: Myślę, że Polakowi wystarczy zobaczyć jednego Rosjanina, żeby móc rozpoznać wszystkich.

Furcolo: Zanim zbyt daleko odejdziemy od tematu, chciałbym zadać świadkowi kilka pytań: Zeznał pan, że do ust tych dwóch Polaków wepchnięto trociny. Chciałbym najpierw zapytać, czy jest pan pewny, że to były trociny, czy może coś, co wyglądało na trociny ? A także w jakim stopniu jest pan pewien, co to była za substancja i skąd pochodziła. Czy oni coś nosili?

Doe: Nie był to piasek, ani żaden proch. To były trociny.

Furcolo: Skąd pewność, że były to trociny?

Doe: Ponieważ często miałem okazję obrabiać drewno i potrafię rozpoznać trociny, gdy je widzę, poza tym teren był doskonale oświetlony.[…]

Machrowicz: Czy mogę zadać pytanie? Czy ciała znajdowały się już w grobie, kiedy panowie znaleźli się w tamtym miejscu?

Doe: Nie byliśmy w stanie nic zobaczyć. Widzieliśmy tylko ziemię dookoła rowu.[…]

Dondero: Panie Przewodniczący, wydaje mi się, że konsultant powinien powiedzieć komisji, jaki kaliber miała broń. Z dotychczasowych zeznań wynika, że ludzie ci byli zastrzeleni z małokalibrowego rewolweru, karabinu lub czegoś w tym rodzaju.

Mitchell: Panie Dondero, rzeczona broń ma w tym momencie służyć jedynie w celach demonstracyjnych. Nie jestem ekspertem od balistyki. Wątpię, czy taki ekspert znajduje się w tym pomieszczeniu. Broń służy temu, żebyśmy mogli zobaczyć, jak wyglądała technika strzelania.

Przewodniczący Madden: Proszę przystąpić do demonstracji.

Doe: Jak już wcześniej pokazałem, głowa więźnia była przechylana przez drugiego strażnika. Pierwszy z nich wykręcał więźniowi ręce w ten sposób [pokazuje] i okręcał dookoła drutem. Najpierw związali mu ręce, potem odchylili głowę i wepchnęli mu trociny do ust. Kiedy ofiara zaczęła przejawiać oznaki zasłabnięcia, wepchnęli ją do rowu. Drugiego z oficerów, który stawiał opór lub opierał się temu, co zrobiono jego koledze, strażnik przyłożył pistolet do głowy w ten sposób [pokazuje] i zastrzelił go. Następnie obrócił ciało i wepchnął je do rowu.

Mitchell: Ilu ludzi zostało zabitych w ten sposób?

Doe: Większa część [dokładne tłumaczenie -mniej więcej, większa połowa] tamtych ludzi została zastrzelona w ten sposób. Oficerowie, którzy byli słabsi lub osłabieni, lub ci, którzy zasłabli w wyniku duszenia trocinami byli natychmiast wrzucani do grobu.

Machrowicz: Podczas gdy pierwszych dwóch oficerów było eskortowanych do tego dołu lub grobu, a następnie zostali zastrzeleni bądź wepchnięci, gdzie znajdowali się pozostali?

Doe: Mniej więcej 5 metrów z tyłu.

Machrowicz: Czy był pan w stanie zobaczyć, ilu ich było wszystkich razem?

Doe: Było tam 200 ludzi, policzyliśmy ich.

Machrowicz: Czy światło padało na wszystkich dwustu?

Doe: Nie.

Machrowicz: W jaki sposób panowie stwierdzili, że było ich 200?

Doe: Kiedy przyprowadzali ich do rowu, a potem do niego wrzucali [ to ] mogliśmy ich policzyć.

Machrowicz: Wszyscy trzej?

Doe: Tak

Machrowicz: Czy panowie mieli w przybliżeniu te same wyniki?

Doe: Tak.

Machrowicz: Kiedy strzelano do dwóch oficerów, czy pozostali, którzy szli za nimi byli dławieni?

Doe: Dławieni byli dopiero, gdy przyprowadzono ich do rowu.

Machrowicz: Czy pojawiały się jakieś krzyki protestu?

Doe: Nie pozwolono im. Z każdej strony stali strażnicy, uzbrojeni w karabiny maszynowe.

Machrowicz: Czy pomimo rozkazu, nie zdarzyło się, aby ktoś krzyczał, protestował?

Doe: Można było niemal dokładnie usłyszeć jak krzyczą i jęczą.[…]

Machrowicz: Zadam teraz świadkowi pytanie, na którym zakończyliśmy. Jeżeli tamci dwaj oficerowie byli zabijani, a pozostali znajdowali się kilka metrów za nimi, naturalne jest, że pojawiały się jakieś krzyki protestu. Rozumiem, że świadek je słyszał. Czy to prawda?

Doe: Tak, to prawda.

Machrowicz: Co Rosjanie robili z oficerami, którzy byli zbyt głośno?

Doe: Rosyjski żołnierz podchodził, dźgał bronią i w ten sposób obezwładniał.

Machrowicz: Robili coś jeszcze?

Doe: Po czymś takim więźniowie uspokajali się.

Machrowicz: Teraz chciałbym znów zapytać o drzewo, na którym panowie siedzieli. To był listopad, prawda?

Doe: Początek listopada.

Machrowicz: Czy na ziemi leżał śnieg?

Doe: Nie, było tylko zimno i wilgotno.

Machrowicz: Więc było zimno. Na jakiego rodzaju drzewie panowie siedzieli?

Doe: Nie potrafię dokładnie powiedzieć, jakie to mogło być drzewo. Było grube i miało potężną korę, w której wyżłobienia mogliśmy wkładać palce.

Machrowicz: Czy na drzewie były liście?

Doe: To nie było martwe drzewo. Można było stwierdzić, że było to drzewo liściaste.

Machrowicz: Czy mogło to być drzewo z rodziny iglastych?

Doe: Nie mogę być tego pewien. Powtarzam jeszcze raz, to była noc. Kiedy chwyciłem korę tego drzewa, mogłem stwierdzić, że była szorstka rodzaj kory.

Machrowicz Jako rolnik, zdaje sobie świadek sprawę, że większość drzew jest naga w zimie, nieprawdaż?

Doe: Zgadza się.

Machrowicz: Więc jak to było z tym drzewem?

Pucinski: W jaki sposób świadek mógł w listopadzie znaleźć liście na drzewie?

Machrowicz: Czy ono miało liście?

Doe: Nie widzieliśmy żadnych liści.

Machrowicz: Więc co chroniło was przed światłem?

Doe: Na dębie o tej porze roku liście zwykle są żółte.

Machrowicz: Czy na tym drzewie były liście?

Doe: Na tym drzewie nie było liści.

Machrowicz: Więc co wam dawało ochronę przed światłem?

Doe: Na przeciwko nas były inne drzewa, które nas osłaniały. Były mniejsze, ich czubki znajdowały się na naszym poziomie.

Machrowicz: Czy podłoże było piaszczyste?

Doe: Wyglądało to raczej na glinę niż piasek.

Machrowicz: Niech świadek przypomni nam nazwę obozu, z którego panowie uciekli?

Doe:: Pawliszczew Bor, w okręgu smoleńskim.

Mitchell: Chciałbym teraz poświęcić kilka minut na przepytanie świadka, co się zdarzyło, gdy zastrzelono już wszystkich jeńców.

Doe: W ciągu dnia, gdy oprawcy mieli przerwę, zeszliśmy na ziemię i biegliśmy przez las, by jak najprędzej się z niego wydostać.

—–

* House of Representatives. Select Committee on the Katyn Forest Massacre: The Katyn Forest Massacre. Hearings before the Select Committee to Conduct an Investigation of the Fact, Evidence and Circumstances of the Katyn Forest Massacre, 82nd Cong. 1st and 2nd Sess., U.S Government Printing Office, Washington 1953. Tłumaczył Mateusz Zemla.

W opracowanych do druku fragmentach protokołu zrezygnowano z powtarzania słowa „Pan” przed każdym nazwiskiem oraz z informacji, że świadek odpowiadał po polsku i każde jego słowo tłumaczono zadającym pytania członkom Komisji Specjalnej.

Ferdynand Goetel nie zamierza być anonimowym świadkiem, chociaż mógłby się obawiać zemsty władz komunistycznych na pozostawionej w Polsce żonie i dwójce dzieci. O zbrodni pisał w konspiracyjnie wydawanym w czasie okupacji piśmie „Nurt”, a nawet w raporcie, w postaci listu otwartego w kwietniu l943 roku dostarczonym władzom Polskiego Państwa Podziemnego, kierownictwu Polskiego Czerwonego Krzyża, z oficjalnym odpisem dla niemieckiej administracji dystryktu warszawskiego Generalnego Gubernatorstwa.. Uważa, że jego obowiązkiem jak pisarza jest uczciwe i obiektywne informowanie o wszystkim, co zapamiętał z wyjazdu na teren ekshumacji w lesie katyńskim. Zgłosił natychmiast swoje nazwisko, gdy ustalano listę świadków, zdecydowanych zeznawać, gdy tyko amerykańscy kongresmani pojawia się w stolicy Wielkiej Brytanii.

Ferdynand Goetel w Lesie Katyńskim (trzeci z lewej). Kwiecień 1943 roku.

 

Kongresmani z Komisji Katyńskiej indagują pisarza 17 kwietnia, już w pierwszym dniu prowadzonych w Londynie przesłuchań. Najpierw zadaje pytania George A. Dondero, a po nim Thaddeus M. Machrowicz.

Machrowicz: Czy znalazł pan coś w grobach, co chciałby pan pokazać jako dowód o specjalnym znaczeniu?

Goetel: W grobach specjalny dowód? Może gazety ?

Machrowicz: Co pan nam może powiedzieć o gazetach, znalezionych w grobach?

Goetel: Były rozproszone, było ich kilkanaście.

Machrowicz: Gdzie leżały?

Goetel: W ziemi, na tym samym poziomie, co polskie pieniądze, polskie złote, leżały gazety.

Machrowicz: Coś więcej o tych gazetach?

Goetel: W większości były to rosyjskie gazety…

Machrowicz: Z jaką datą?

Goetel: Tylko z datą przed kwietniem 1940.

Machrowicz: Którego roku?

Goetel: Sprzed 1940, kwietnia 1940.

Machrowicz: Czy wszystkie gazety, które pan widział, były datowane nie później niż kwiecień l940 ?

Goetel: Tak.[…]

Machrowicz: Rozpoznał pan zwłoki znajomych?

Goetel: Tylko jedne.

Machrowicz: Generała Bohaterewicza ?

Goetel: Tak, generała Bohaterewicza.

Machrowicz: Rozpoznał go pan?

Goetel: Tak, ponieważ miał wąsy, bokobrody i charakterystyczny kształt twarzy. To był on.

Machrowicz: a co ze zwłokami generała Smorawińskiego? Znalazł je pan?

Goetel: Tak, widziałem je, ale nie mogłem ich rozpoznać

Machrowicz: Skąd pan wiedział, że to były zwłoki generała Smorawińskiego?

Goetel: Ponieważ powiedziano mi, że tak były zarejestrowane zwłoki, bo takie znaleziono przy nich dokumenty.

Machrowicz: I na podstawie munduru?

Goetel: Tak.

Machrowicz: I naramienników?

Goetel: Tak.

Machrowicz: Czy opierając się na tym, co znalazł, wywnioskował pan, kiedy egzekucje miały miejsce?

Goetel: Kilka lat wcześniej.

Machrowicz: I kto, pana zdaniem, był odpowiedzialny za egzekucje?

Goetel: Rosjanie.”

 

* Cyt. za „Katyń w dokumentach Kongresu USA”, Pelplin – Warszawa – Londyn 2003.

[…] Przez cały okres po II wojnie światowej Ojciec żyje w przekonaniu, że musi spłacić dług wobec zamordowanych w Katyniu towarzyszy broni. Nie opuszcza żadnej okazji, żeby o tym świadczyć, ale stale ma poczucie nie wypełnienia tej misji. Po nieudanej próbie zgłoszenia się w charakterze świadka w procesie norymberskim pojawia się nowa możliwość. W 1951 roku Kongres Stanów Zjednoczonych powołuje komisję do zbadania zbrodni katyńskiej. Po przesłuchaniu 81 świadków, w tym mojego Ojca, komisja wydała jednomyślne orzeczenie, że za zbrodnię odpowiadają Sowieci. USA zabrakło jednak odwagi, żeby sprawę przedstawić na forum Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych. Po 1951 roku w sprawie Katynia zalega cisza na ponad 20 lat.

W latach 1974-75 zawiązuje się Komitet, który chce ujawnić łamanie praw człowieka w Związku Radzieckim. Komitet powstaje na skutek doniesień o aresztowaniu wybitnego fizyka Andrieja Sacharowa, noblisty i znanego działacza. Powołano międzynarodową komisję, która miała przesłuchiwać świadków. Do komisji tej zaproszono Ojca, a Kongres Sacharowski odbył się w Kopenhadze w październiku l975 roku.

W połowie września l975 roku, a więc na miesiąc przed kongresem, w Londynie dokonano na Ojca zamachu. Wychodząc restauracji, w której jadł obiad, Ojciec zostaje uderzony silnie w głowę; ślad po uderzeniu pozostał do końca życia. Drobny staruszek na skutek uderzenia traci przytomność.

Po odzyskaniu świadomości, pierwsze słowa, jakie wypowiedział „Chwała Bogu, książkę już złożyłem u Giedroycia, mogę umierać ”.Prasa angielska i polska [ w Wielkiej Brytanii ] odnotowały to zdarzenie, komentując jednoznacznie jako zamach polityczny. Lekarze nie chcieli wypuścić Ojca ze szpitala, ale on wiedział dobrze, że w tej sytuacji musi być w Kopenhadze. To zdarzenie nadało osobie Swianiewicza pewien rozgłos…

Profesor Stanisław Swianiewicz. Kraków, wrzesień 1990 roku.

Po zamachu zwołano konferencje prasową, którą zdominowała sprawa Katynia. Ojciec występował bez maski i innych zabezpieczeń. Na sali było prawie trzystu dziennikarzy. Konferencje transmitowano przez stacje telewizyjne Danii, Szwecji, Niemiec, Hlandii oraz szeroko nagłośniono w prasie i radio krajów Europy Zachodniej, Stanów Zjednoczonych, a nawet Kanady.

Pisząc o tym w paryskiej „Kulturze” Ojciec sformułował dwa wnioski:

  1. Ukonstytuowanie się jakiegoś trybunału międzynarodowego, który po zbadaniu wszystkich zgromadzonych materiałów wydałby orzeczenie w tej sprawie, pozostawionej w zawieszeniu przez Trybunał w Norymberdze.
  2. Może się zdarzyć, że rząd sowiecki wobec wpłynięcia nowych materiałów zechce w pewnej chwili sam z własnej inicjatywy podjąć rewizję orzeczenia komisji, powołanej przez Stalina i ogłosić całą prawdę

Mój Ojciec miał rację, ale na przyznanie się Związku Radzieckiego trzeba było czekać 50 lat. […]

Bernadetta Szeglowska

————————-

Fragment pracy konkursowej Bernadetty Szeglowskiej z d. Swianiewicz (w) „Biuletyn Katyński” nr 43/ 1998.

Po wysłuchaniu świadków we Frankfurcie, Berlinie, Neapolu i Waszyngtonie, w połowie czerwca 1952 roku Komisja dysponuje zapisanymi i nagranymi zeznaniami 81 osób, a dostała również ponad 100 oświadczeń od świadków, którzy nie mogli stawić się osobiście. Do akt trafiły zeznania ponad 200 osób, ocenione jako materiał pomocniczy, a więc w sumie jest to ogromny materiał, pozwalający na wniesienie skargi przed Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, skargi przeciwko Związkowi Socjalistycznych Republik Sowieckich o popełnienie zbrodni, która była pogwałceniem praw uznawanych przez wszystkie cywilizowane narody”.

„Sowieci udowodnili przez swoją wysoce zorganizowaną maszynę propagandową, że obawiają się, byli ludzie za żelazną kurtyną nie poznali prawdy o Katyniu – można przeczytać w raporcie końcowym. – Dowodzi tego ich reakcja na działania naszej Komisji i ogrom miejsca w gazetach oraz czasu radiowego, poświęconych potępianiu pracy Komisji[…] Także prowadzona przez Sowietów ogólnoświatowa kampania oszczerstw wymierzonych w Komisję jest pomyślana jako kolejna próba, mająca na celu zablokowanie śledztwa. Jest wśród końcowych wniosków propozycja ustanowienia międzynarodowego trybunału w celu zbadania popełnianych z premedytacją zbrodni, bez względu na miejsce, gdzie zostały popełnione. I postulat, skierowany do ONZ, z komentarzem, że „dopóki Organizacja Narodów Zjednoczonych nie ujawni, że „Katynizm „ jest precyzyjnym, szatańskim planem totalitarnego podboju świata, dopóty nie wypełni swoich obowiązków wobec świata” *

———-

* Cyt. za „Katyń w dokumentach Kongresu USA”, Pelplin – Warszawa – Londyn 2003.