Chleba zawsze mało

Chleba było zawsze mało...

„W Ostaszkowie kazali wysiadać i stąd statkiem oraz doczepionymi do niego barkami popłynęliśmy dalej. Wkrótce zobaczyliśmy wyspę z ogromnym klasztorem, otoczonym innymi budynkami. Byli już tam polscy jeńcy, a co bardziej z nich dociekliwi odkryli, że wcześniej – w zamienionym na obóz jeniecki klasztorze – trzymano Chińczyków, jeśli wierzyć pozostawionych przez nich napisom.

I zaczęło się nasze życie jenieckie wśród wszy i pluskiew, niezniszczalnych w żaden sposób, atakujących tysiącami we wszystkich obiektach, na pryczach cztero- i sześciopiętrowych, podczas snu i spaceru, a nawet podczas głodowych posiłków. Chleba było zawsze mało, zupę robiono z nie wypatroszonych ryb. Pamięć podsuwa też jeden lepszy posiłek, przygotowany z okazji święta rewolucji; większe racje chleba, cukru, a nawet machorki. Obaj z ojcem nie paliliśmy papierosów, więc wymieniwszy machorkę na chleb najedliśmy się i tak „świętowałem” z pełnym brzuchem, po raz pierwszy od wyjazdu z Brześcia [...]*

Stefan Nastarowicz

----------------------

* Stefan Nastarowicz (w) „Powrót do Katynia”, Krajowa Agencja Wydawnicza, Rzeszów, 1990.

 

Polacy w sowieckim obozie. Na podstawie własnych doświadczeń narysował Stefan Starzyński.
Polacy w sowieckim obozie. Na podstawie własnych doświadczeń narysował Stefan Starzyński.

 

Obóz na wyspie

Stefan Nastarowicz miał 14 lat, gdy we wrześniu 1939 roku dostał się do sowieckiej niewoli wraz a ojcem, funkcjonariuszem łódzkiej Policji Państwowej. Z Brześcia poprzez Babynino, Pawliszcze Bór i Bołogoje przewieziono obu Nastarowiczów do obozu w Ostaszkowie.

Kilka tygodni później,21 listopada, chłopca zwolniono z obozu. Wyjeżdżał, mając w uczniowskiej czapce kartkę z 91 adresami łódzkich rodzin, które miał zawiadomić, że ich krewni żyją w obozie jenieckim w ZSRR.

Jeszcze w 1940 roku do Łodzi przychodziły kartki z Ostaszkowa, z informacjami, że o obozie można się dowiadywać u młodego Nastarowicza.

Wywieziony przez chłopca kieszonkowy kalendarzyk z notatkami był przez ponad pół wieku jedynym istniejącym – chociaż ukrywanych przed ewentualną rewizją bezpieki – autentycznym dokumentem o obozie dla polskich jeńców, w l939 roku zlokalizowanym nad jeziorem Seliger, przy linii kolejowej Wielkie Łuki – Bołogoje. W odległości kilkunastu kilometrów od miasteczka Ostaszków, na mającej kilka hektarów powierzchni wyspie Stołobnyj Ostrow, w XVII wieku zbudowano monastyr. Przewrót bolszewicki w Rosji spowodował zamknięcie cerkwi i klasztoru. W 1920 roku zwieziono na wyspę polskich jeńców wojennych i tak samo – dla 9000 jeńców - postanowiono wykorzystać obiekty klasztorne we wrześniu 1939 roku.

Pod koniec września dotarły transporty z pierwszymi setkami jeńców, z Ostaszkowa na wyspę dowożonych statkami. W większości byli to Funkcjonariusze Policji Państwowej, żandarmerii, Korpusu Ochrony Pogranicza, Straży Granicznej, Straży i administracji więziennej, funkcjonariusze wywiadu i kontrwywiadu oraz pracownicy prokuratury i sądownictwa, w tym również oficerowie rezerwy Wojska Polskiego. W kilku

transportach trafili cywile; kolejarze, junacy z hufców pracy, osadnicy wojskowi z rodzinami, pocztowcy.

Prowadzone od początku przesłuchania pozwoliły systematycznie zmniejszać stan obozu; cześć jeńców ( szeregowych, urodzonych na terenach zajętych przez Niemców ) pojechała do Generalnego Gubernatorstwa lub do pracy w Rzeszy. Zwolnieni zostali szeregowcy, urodzeni na terenach dawnych polskich Kresów, a po sowieckiej agresji w l939 roku nazywanych Zachodnią Białorusią i zachodnią Ukrainą.1470 osób wysłano do obozów pracy w Krzywym Rogu, a nieustaloną nadal dokładnie liczbę oficerów przekazano do obozów w Starobielsku i Kozielsku. Wg. sowieckich meldunków 1 grudnia l939 w obozie ostaszkowskim znajdowało się 5963 osoby, wśród nich 105 cywilów.

4 kwietnia 1940 roku wyruszył z Ostaszkowa transport 494 jeńców, tym razem skierowany do Kalinina (obecnie Twer ). Takich transportów będzie ponad dwadzieścia, ostatni opuści obóz 13 maja.

Do góry
Mapa serwisu